05.08.2017

[RECENZJA] "Rogue" - Katy Evans | PATRONAT MEDIALNY

On twierdzi, że nie oznacza dla niej niczego dobrego. 
Ona nienawidzi myśli, że on może mieć rację. 

Brooke Dumas odnalazła swojego Remingtona Tate’a w historii pod tytułem REAL. Teraz nadeszła kolej, by jej najlepsza przyjaciółka, Melanie, spotkała mężczyznę, dzięki któremu zaśpiewa jej serce. 

Po latach poszukiwań, pewnej nocy w deszczu, silny i tajemniczy Greyson King przychodzi jej na pomoc. Śmiały, może być takim kochankiem, przyjacielem i obrońcą, jakiego szukała. Kiedy się kochają, wymawia jej imię tak, jakby to coś znaczyło. Jakby ona coś znaczyła – a to wszystko, o czym w życiu marzyła. 
Jednak Greyson znika na całe dni, bez jednego słowa wyjaśnienia, a kiedy się pojawia, mówi, że jedynie ją skrzywdzi. Lecz gdy go przy niej nie ma, jej serce cierpi jeszcze bardziej. 
Wtedy Melanie odkrywa mroczny świat, który Greyson tak bardzo starał się przed nią ukryć, i zaczyna podejrzewać, że ich nieoczekiwane spotkanie wcale nie musiało być dziełem przypadku. 
Wplątana w wir uczuć, Melanie nie ma nikogo, kto mógłby uchronić ją przed upadkiem… prócz mężczyzny, od którego powinna uciekać.





Tytuł: Rogue
Autor: Katy Evans
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 400

Oto mój piąty patronat medialny, ale zdecydowanie pierwszy, który doprowadził mnie do łez. Ta książka, ta historia, stała się szczególnie bliska mojemu sercu i to już od, dosłownie, pierwszych stron. A dalej? Dalej już było tylko lepiej! 

Katy Evans jest amerykańską autorką literatury obyczajowej dla kobiet. Jej książki znajdują się na listach bestsellerów "New York Timesa" oraz "USA Today". Mieszka w Teksasie wraz z mężem, dwójką dzieci i trzema psami. Seria "Real" ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc.

Melanie, najlepsza przyjaciółka Brooke, skrycie marzy o księciu na białym koniu, lecz przez jej życie i łóżko przewijają się tylko nieodpowiedni, jednorazowi faceci. W bardzo deszczową noc na jej drodze staje on, Greyson King. To on ratuje jej ukochany samochód przed klęską żywiołową i to on odwraca jej życie do góry nogami... A ona się zatraca, chociaż wie, że to może być bardzo niebezpieczne...

03.08.2017

[RECENZJA] "Światło, które utraciliśmy" - Jill Santopolo

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią?










Tytuł: Światło, które utraciliśmy
Autor: Jill Santopolo
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 352

Chyba każdy z nas pamięta - mniej lub bardziej dokładnie - co robił 11 września 2001 roku. Nawet nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo chciałam przeczytać tę powieść. Miałam od początku konkretne oczekiwania i spodziewałam się czegoś naprawdę mocnego. Jaki był efekt końcowy?

Jill Santopolo dorastała w Nowym Jorku z dwiema siostrami. Ukończyła literaturę angielską na Uniwersytecie Kolumbia z tytułem licencjata. Obecnie pracuje jako dyrektor do spraw wydawniczych i nadal mieszka w Nowym Jorku.

11 września 2001 roku Nowy Jork zmienił się na zawsze. Dla tysięcy osób ten dzień był ostatnim, lecz właśnie tego dnia życie Lucy i Gabe'a rozpoczęło się na nowo. Połączyła ich miłość, która przez lata, wielokrotnie trudne i pełne tęsknoty, nie dawała o sobie zapomnieć...

01.08.2017

[RECENZJA] "Juiceman" - Andrew Cooper

Ponad 100 przepisów na soki i koktajle, których każdy chciałby spróbować.
W książce znajdują się przepisy na soki, musy, energetyczne drinki bezalkoholowe i toniki, herbaty i gorące napoje, dietetyczne lody i sorbety.
Andrew Cooper jest aktorem i modelem. Propaguje zdrowe odżywianie w Wielkiej Brytanii. Nie wyobraża sobie życia bez kolorowych i ultrazdrowych własnoręcznie robionych soków i koktajli. Swoją pasję postanowił połączyć z misją i teraz aktywnie promuje zdrowe żywienie, którego bardzo istotnym elementem są soki warzywne, także dla najmłodszych.













Tytuł: Juiceman
Autor: Andrew Cooper
Wydawnictwo: Buchmann
Liczba stron: 244



Media w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy bardzo upodobały sobie zwrot "moda na zdrowe odżywianie". Z jednej strony jest to powód do radości, bo jeśli coś jest modne, to przyciąga do siebie szerokie grono odbiorców. Z drugiej strony moda z czasem przemija, a to oznacza, że jakiś procent obecnie zdrowo odżywiających się ludzi finalnie i tak wyląduje w McDonaldzie czy KFC. Wydawnictwa postanowiły wyjść naprzeciw osobom, które poszukują książek o zdrowym trybie życia. 
Ja osobiście uwielbiam gotować, a miłość do kulinarnych odkryć zrodziła się we mnie razem z przejściem na weganizm. Moja półka ugina się od książek kucharskich i poradników, jak żyć zdrowo i jeść smacznie. Im więcej takich książek mam, tym trudniej mnie zadowolić. Sięgnęłam po pozycję "Juiceman" z czystej ciekawości, bo zdałam sobie sprawę, że koktajle, które rutynowo przygotowuję już mi się znudziły i przydałoby się coś nowego. 
Czy Andrew Cooper wytyczył ścieżki, których wcześniej nie znałam?

30.07.2017

[RECENZJA] "Dwór Mgieł i Furii" - Sarah J. Maas

Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?
Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie.





Tytuł: Dwór Mgieł i Furii
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 768

Pierwszy tom serii "Dwory" - będący jednocześnie moim pierwszym spotkaniem z twórczością Maas - totalnie i całkowicie zdobył moje serce! Pokochałam świat stworzony przez autorkę i rozmach z jakim poprowadziła fabułę! Niezliczona ilość osób zapewniała mnie, że tom drugi jest jeszcze lepszy, że zakocham się w nim jeszcze bardziej... Czy to w ogóle możliwe? 

Sarah J. Maas jest bestsellerową pisarką książek fantasy. Autorka uwielbianej na całym świecie serii "Szklany Tron". W 2015 roku wydała "Dwór cierni i róż", czyli nowy cykl o tym samym tytule, który także zyskał status bestsellera. 

Po traumatycznych przeżyciach, jakich doświadczyła Feyra w niewoli Amaranthy, wiele się zmieniło... Przerażające sny, niedające spokoju wyrzuty sumienia, brak wytchnienia od koszmarnych  wspomnień... U boku Tamlina dziewczyna pragnie zaznać spokoju, lecz nadmierne starania Księcia Dworu Wiosny sprawiają, że Feyra ponownie czuje się więźniem... Ktoś oferuje jej pomoc. Ktoś, komu boi się zaufać, a jednocześnie czuje, że nie ma innego wyjścia...

28.07.2017

[RECENZJA] "Lato Eden" - Liz Flanagan

Nieśmiała gotka Jess i śliczna, uwielbiana przez wszystkich Eden są niemal nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko. Nagle Eden znika, a Jess wie, że musi ją odnaleźć. Postanawia poszukać wskazówek, idąc śladami spędzonego wspólnie lata, podczas którego wiele się w życiu przyjaciółek zmieniło. Ta wycieczka w przeszłość zmusza Jess do przyjrzenia się z bliska wielu tajemnicom: sekretom, które Eden ukrywała przed nią, ale też sprawom, które sama zataiła przed Eden. Do Jess dociera, że chyba jednak nie znają się tak dobrze, jak jej się wydawało
Przed Jess coraz więcej znaków zapytania, a zegar tyka prawdopodobieństwo odnalezienia Eden żywej spada z minuty na minutę.
Czy zdąży na czas?













Tytuł: Lato Eden
Autor: Liz Flanagan
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 312

Do przeczytania tej książki nakłoniła mnie przepiękna okładka i interesujący opis, który wręcz krzyczał do mnie, że to będzie coś nowego w literaturze młodzieżowej. W końcu nie o młodzieńcze zakochanie tutaj chodzi, a o przyjaźń i ten przerażający moment, gdy bliska osoba znika. Czy "Lato Eden" okazało się strzałem w dziesiątkę? 

Liz Flanagan dorastała w hrabstwie West Yorkshire. Przez wiele lat, jako dorosła kobieta, mieszkała w Londynie, gdzie uczyła języka angielskiego i pracowała w wydawnictwie książek dla dzieci. Wróciła w rodzinne strony, gdzie osiadła na stałe z mężem i dwoma córkami. 

Eden jest śliczną i powszechnie uwielbianą dziewczyną, która przyjaźni się z nieśmiałą, będącą jej zupełnym przeciwieństwem gotką Jess. Nic nie wskazuje na to, że z dnia na dzień Eden zniknie... I to Jess będzie musiała zrobić wszystko, żeby ją odnaleźć... 

08.07.2017

Book Haul #25



Hej! W czerwcu poczytałam, ale też wzbogaciłam się o kilkanaście nowych, przepysznych tytułów! Wiadomo, że wszyscy Książkoholicy uwielbiają posty ze stosikami książkowymi, więc nie przedłużając, zapraszam Was na dwudziestu piąty BOOK HAUL! :) 

06.07.2017

Podsumowanie miesiąca: czerwiec



























Hej, hej! Kolejny miesiąc za nami, więc witam Was w lipcu. :) Zapraszam na bardzo owocne i zaczytane podsumowanie czerwca, a na końcu ogłoszę Wam pewną niesamowitą wiadomość! Zaglądajcie! :)